Czy słyszeliście kiedyś, że można odnaleźć skradzionego iphona w 17 mln mieście 3-go świata?Dzisiaj nie będzie o trudach podróży po Bangladeszu tylko o ludziach, którzy zamieszkują ten kraj. NAJmilszych, NAJbardziej uczynnych i NAJuczciwszych jakich kiedykolwiek spotkaliśmy. Wszędzie gdzie jesteśmy otaczają nas gapie. Okrążają, stoją patrzą. Zaczynają serię pytań: o kraj, imię, opinie na temat Bangladeszu. Są ciekawi ale serdeczni. Jest tutaj bardzo bezpiecznie. Statystycznie największe niebezpieczeństwo, jakie nam tutaj grozi to wypadek na drodze lub na łodzi… no i atak astmy z powodu smogu. Kiedy nocą włóczymy się po bazarze wszyscy się uśmiechają. Sytuacja nie do pomyślenia w miastach mojej ukochanej Ameryki Płd. Tam w nocy najlepiej nie wychodzić z hotelu. To bezpieczeństwo osłabia naszą czujność. No bo przecież każdy wie, że jazda w taksówce, w korku z wystawionym całkowicie na zewnątrz iphonem, robiąc zdjęcie to nie jest mądry pomysł. To zaproszenie dla złodzieja…. niestety u nas zadziałało. Akcja dzieje się w kilka sekund. Młody chłopak podbiega wyrywa telefon z ręki i znika. Na ulicy robi się gwar ale nie ma już za kim biec. Szansa odzyskania żadna. Idźcie na policję namawiają nas świadkowie tej sceny, koniecznie. Po co? Przecież i tak go nie odnajdą a ubezpieczenia nie mamy. Dla spokoju sumienia udajemy się jednak na najbliższy posterunek. Nagle eureka! Przecież iphony mają aplikację „find my iPhone”, która podobno umożliwia znalezienie zgubionego telefonu. Po kilkudziesięciu sekundach na ekranie komputera w plątaninach wąziutkich uliczek starej Dhaki zaczyna migać czerwona kropka. Policjanci przyglądają się, komentują po bengalsku. Dzwonią do kogoś. Czy coś z tego będzie? Czy tylko tracimy czas? Po chwili każą nam iść na inny posterunek. Gdzie to jest, jak tam trafić w gąszczu i chaosie Dhaki? Kiedy widzą nasze przerażone miny jeden z nich idzie z nami. Na kolejnym posterunku wita nas komisarz-generał, tzn tak się zachowuje i wygląda. Siadajcie – mówi dostojnym głosem. Przygląda się czerwonej kropce na ekranie, kręci głową, mruczy pod nosem. Następnie wstaje, podnosi czapkę, poprawia odznakę i pasek w spodniach. Zrobimy tak – mówi.Dam wam 7 moich najlepszych ludzi i działamy, działamy, działamy!!!Dla nas zaczyna się akcja jak z filmu sensacyjnego. Jedziemy 3-ma „radiowozami”w stylu bengalskim. Na każdym motorze policyjnym wciśnięte 3 osoby i „mkniemy” ulicami Dhaki. Dojeżdżamy do sklepu z elektroniką, ewidentne wygląda na dziuplę. Natychmiast zaczyna się przeszukiwanie sklepu. Szafka, po szafce, szuflady, półki – wszyscy rzucamy się w wir poszukiwań. Nad sklepem są cztery mieszkania, kiedy nic nie znajdujemy w sklepie poszukiwania przenoszą się do mieszkań. Pod materacami kilkanaście pustych portfeli. Na ulicy pod sklepem zbiera się ogromny tłum. Jesteśmy głównym wydarzeniem nie tylko dnia ale chyba roku. Po godzinie czerwona kropka identyfikatora gaśnie, złodzieje musieli rozmontować telefon. Nasz inspektor-generał cały czas krzyczy. Wszyscy policjanci uwijają się jak w ukropie. Tłum wokół nas narasta. I nagle cud. Inspektor podchodzi do nas dumny, na dłoni trzyma telefon. Jakiś chłopak odniósł telefon. Dlaczego? Do teraz nie wiemy. Czy się wystraszyli? Czy afera turystów z ukradzionym telefonem była zbyt duża? Zaczyna się akcja propagandowa bengalskiej policji. Spisanie protokołu na krzesłach na środku chodnika. A potem niekończąca się sesja zdjęciowa. Inspektor-generał i każdy policjant chce mieć zdjęcie z białymi i odnalezionym iphonem. Czy wyobrażacie sobie taką sytuacje w Polsce? Wchodzicie na posterunek, zgłaszacie zaginięcie telefonu i 8-mu policjantów natychmiast rusza Wam na pomoc???Potem jeszcze razem z nami udają się na przystań promową. Sami sprawdzają godziny i jeszcze patrzą czy dostaniemy dobrą kajutę. Takie rzeczy tylko w Bangladeszu!!! Tak to dla nas najtrudniejszy podróżniczo kraj ever ale wszystko kompensują najmilsi ludzie na świecie!