Buszmeni nazywali Wybrzeże Szkieletowe „lądem, który Bóg stworzył w złości”, zaś żeglarze – „bramami piekieł”. Nawet jeśli komuś udało się dopłynąć do brzegu, to ze względu na silne fale żaden statek nie był w stanie stąd odpłynąć. Do dzisiaj na wybrzeżu leża setki zardzewiałych wraków, a pustynnych piaskach można znaleźć zbielałe szkielety nie tylko zwierząt.
To tutaj znajduje się prawdziwe cmentarzysko – zatonęło lub utknęło na brzegu ponad 1000 statków, dla tych którzy przeżyli los nie był wcale łaskawszy. Czekał ich marsz przez pustynię Namib, która wcale nie oznacza gorącego, suchego klimatu tylko zimny teren, nad którym cały czas unosi się mgła. Wszystko to za sprawą lodowatego Prądu Bengalskiego płynącego znad Antarktydy. To on zmusza nas do zmiany naszych planów noclegowych. Tym razem nie nocujemy w naszym samochodzie z namiotem na dachu tylko wybieramy hotel przepięknie umiejscowiony na końcu Przylądka Krzyża. Z klimatem z Antarktydy lepiej nie zadzierać. W XV wieku przypłynął n ten przylądek portugalski odkrywca Diogo Cão, który chciał tutaj założyć port i postawił krzyż na cześć swojego króla. Nieprzyjazny klimat i brak wody pitnej udaremnił plany, upodobały go sobie jednak foki uchatki. Spędzamy godziny przyglądając się ponad 100 000 fokom, choć zapach w tym miejscu nie należy do przyjemnych.

DSC_8005

Przez tysiące lat żeglarze omijali to miejsce i nawet dzisiaj są to niebezpieczne brzegi , jednym z najciekawszych wraków, który oglądamy jest statek płynący tym wybrzeżem z Angoli do Indii, który zatonął tutaj nie w XIX wieku ale w 2008 roku, w końcu nie bez powodu to miejsce jest nazywane bramami piekieł.

DSC_8074
DSC_7984
DSC_8038
DSC_8016
DSC_8011
DSC_8006
DSC_8026
DSC_7996
DSC_8262
DSC_7949