To pytanie zadaje mi Mèlanie pierwszego dnia podróży otwierając szeroko oczy na widoki Bangladeszu. Podróżujemy z naszymi belgijsko-francuskimi przyjaciółmi Mèlanie i Julianem. Byliśmy już razem w Senegal. Tym razem dostałam wolną rękę w wyborze destynacji dla naszej czwórki. No więc dlaczego wybrałam Bangladesz? Czego się spodziewaliśmy i co zobaczyliśmy? 3 MARZENIA:

  1. Zobaczyć nieodkrytą część Azji, miejsce gdzie jeszcze nie ma tłumu turystów. Udało się całkowicie. W Tajlandii, Indiach są tłumy tutaj jest autentycznie. Jesteśmy prawie jak Tony Halik i Elżbieta Dzikowska;)
  2. Zobaczyć mitycznego bengalskiego tygrysa mieszkającego w Sundarban największych namorzynowych lasach świata. Zobaczyliśmy piękny park narodowy – tysiące rzeczek, kanałów, gęsty las. Tygrysa nie było….może na szczęście… Co roku ten wielki ssak zżera prawie 30 osób. O tym, że istnieje przekonują liczne odciski łap i ślady pazurów na drzewach. Strażnicy z bronią nie odstępują nas na krok.
  3. Just to have fun – W Bangladeszu nie ma bardzo dużo atrakcji, które trzeba koniecznie zobaczyć. Podróż zajmuje dużo czasu. Największym skarbem tego kraju są przemili ludzie. W podróż w tak trudne miejsca zawsze lepiej jechać większą grupą. Dla nas Mèlanie i Julian to idealni towarzysze najtrudniejszych miejsc. Nie ma narzekania, przerażenia tylko wspólny śmiech.

PS. Jeśli choć trochę zainteresował Was Bangladesz, to BARDZO zachęcamy do przeczytania genialnej książki „Bankier ubogich”. To autobiografia twórcy Grameen Banku. Muhammad Yunus otrzymał za tą instytucję Pokojową Nagrodę Nobla. Nigdy nie dawał jałmużny, zapomogi ale pomaga w tworzeniu własnej działalności. Czyta się tą książkę naprawdę genialnie. Bo to też kolejna cecha mieszkańców Bangladeszu, to bardzo ciężko pracujący ludzie.